Blog o życiu wewnętrznym

sobota, 29 sierpnia 2026

Zamierzam pozostać przy tym świecie z zabawy.


Psychiatra próbował mi kiedyś powiedzieć, że moja nieustanna potrzeba regulacji tworzeniem, to hedonizm (w negatywnym znaczeniu). Widocznie sformułowałem to w sposób, który tak brzmiał.

Chcę tu (na świecie) tylko móc być i robić miłe. Czy coś takiego. Nadal nie wiem, gdzie problem.


Czy samoregulacja zajmowaniem się tworzeniem tego, do czego odczuwa się miłość, to w tym przypadku zbędny hedonizm czy coś co powinno być postawowym prawem człowieka do dobrostanu, którego z jakiegoś powodu większość odmówiła jako prawa?


Pewnie lepiej zaakceptować swoją rolę życia w ciągłym zagrożeniu, prawda? Rolę mierności, poczucia braku zrozumienia, poczucia że wszstkie życiowe czynności wykonuje się właściwie średnio rozgarnięcie i nic nie ma przyszłości. Lepiej na pewno i zdrowiej, niż mieć oprócz tego stałą i konstruktywną potrzebę robienia własnych rzeczy, które lubi się trochę bardziej niż te, które wychodzą niezbyt kumato - bo spełniają swoją funkcję bycia obiektem lub sytuacją do patrzenia i odczucia, że jest się sensem tej sytuacji. Przynajmniej tak długo, jak ona trwa, lub interakcje z nią. Bardzo dziwne, że chce się mieć tych sytuacji które się w ogóle rozumie jak najwięcej, żeby w ogóle miały sens dni. /sarkazm


Prawdopodobnie chęć tworzenia następnych rzeczy to jedyny aspekt mnie, który sukcesywnie nie daje się popsuć i który efektywnie trzyma mnie przy życiu przez ostatnie 30 lat, ale co ja tam wiem.



Pamiętacie monolog Błotosmętka w czwartej części "Opowieści z Narnii"? 


"Przypuśćmy, że my naprawdę tylko wyśniliśmy albo wymyśliliśmy sobie te wszystkie rzeczy: drzewa i trawę, słońce i księżyc, gwiazdy i samego Aslana. Przypuśćmy, że tak jest. Ale jeśli tak, to mogę tylko powiedzieć, że te wymyślone rzeczy wydają mi się o wiele bardziej ważne niż tamte prawdziwe. Przypuśćmy, że ta wielka czarna dziura, twoje królestwo, JEST prawdziwym światem. No cóż, muszę wyznać, że to bardzo żałosny świat. (…) Jeśli masz rację, to jesteśmy tylko dziećmi, które sobie wymyśliły zabawę. Ale czworo bawiących się dzieci może stworzyć fantastyczny świat, który sprawia, że twój prawdziwy świat staje się pusty. Dlatego zamierzam pozostać przy tym świecie z zabawy. Jestem po stronie Aslana, nawet jeśli nie ma żadnego Aslana. Chcę żyć jak Narnijczyk, tak jak potrafię, nawet jeśli nie ma żadnej Narnii."





Błotosmętek to jedna z moich ulubionych tam postaci. Całą książkę mówi, że wyprawa nie ma szans i właściwie to wszystko zaraz szlak zaraz trafi, ale w tym momencie mówi To. I to jest jedna z bardzo bardzo trafiających do mnie myśli ostatnio. Mam wrażenie że coś podobnego kipi z tych dwóch wpisów dzisiejszych.


Nie mam na myśli religijnych podtekstów w Narnii, chodzi mi tym razem o zupełnie inną analogię.


Chcę żyć jak mieszkaniec internetu, nawet jeśli nie ma już żadnego internetu. 

Chcę żyć jak mieszkaniec swojego dzieciństwa, nawet jeśli nie ma już żadnego dzieciństwa.

Chcę żyć jak człowiek, nawet jeśli nie ma już żadnego człowieczeństwa.

Gal is mind.


I nie można mierzyć niżej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz